Wystawa Kornelii Kiper „autoPORTRETY”

Kornelia Kiper, „autoPORTRETY”
7-31.03.2026
Galeria Cztery Ściany
WKiRDS ASP w Krakowie
ul. Lea 29

Sztuka obserwacji
— malarstwo Kornelii Kiper

Wśród rozlicznych konwencji malarstwa współczesnego wciąż ważną rolę odgrywa ta, która bazuje na wnikliwej obserwacji otaczającego nas świata. To, co autor uczyni z pozyskaną informacją, jest już dużo bardziej skomplikowane. Obserwowanie świata może być fundamentem malarskiej aktywności, może zapewnić zbiór inspiracji i stać się punktem wyjścia do własnych poszukiwań, mniej lub bardziej odległych od pierwowzoru, ale również może stać się próbą wniknięcia w strukturę obserwowanego świata, trochę na podobieństwo praktyki badacza, któremu nie wystarcza powierzchowny ogląd, który dąży do wnikliwej analizy kształtu, materii, relacji przestrzennych — może z nadzieją na odkrycie tego, co skrywa się pod pozorną oczywistością.

Myślę, że takiej właśnie postawy można szukać w twórczości Kornelii Kiper, studentki V roku Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki krakowskiej ASP, która w tym roku akademickim została uhonorowana indywidualną wystawą za szczególne osiągnięcia z Malarstwa — obyczaj promowania osób, które mają szczególne osiągnięcia z przedmiotów artystycznych towarzyszy wydziałowej galerii praktycznie od momentu jej powstania.

Na wystawie w Galerii „Cztery Ściany” autorka zaprezentowała zestaw prac o jednorodnym charakterze jednak z czytelnym rozróżnieniem tematycznym. Część prac to „martwe natury”, choć może właściwszym i bardziej precyzyjnym określeniem będzie sformułowanie „portrety przedmiotów”, czasem w pojedynczym ujęciu — wtedy staje się on oczywistym i jedynym bohaterem, innym razem grupowane są one w zestawy. W obu przypadkach przedmioty mają być świadomą (wybraną) reprezentacją osoby, która kryje się za doborem rekwizytów. Powstaje więc coś na podobieństwo alegorycznego portretu lub szczególnej malarskiej reprezentacji, która próbuje ukazać świat, a może nawet osobowość „portretowanej” osoby, bez potrzeby sięgania po jej realny, fizyczny wizerunek. Rzadko dostrzeganą oczywistością jest fakt, nad którym chyba rzadko się zastanawiamy, jak bardzo określają nas przedmioty, które gromadzimy wokół siebie, ile o nas mówią, jakie treści skrywają, na ile opowiadają o nas, o naszych skłonnościach, potrzebach, nawykach? Z pozoru aktorzy drugiego planu — w rzeczywistości, może mają więcej do powiedzenia niż nam się wydaje?

Drugim znaczącym zbiorem są autoportrety. W tym przypadku autorka odchodzi od „modelarskiej” perfekcji w odwzorowaniu formy i realiów przestrzennych. Pojawiają się silne linearne podziały, które układ światłocieniowy zamieniają w formistyczne rozumianą grę kształtów i podziałów. Pomimo widocznego przetworzenia czytelność formy (również portretowanej osoby) wydaje się być (wciąż) ważnym przesłaniem obrazu. Może się wydawać, że autorka dostrzega to, co umyka w pobieżnej obserwacji, że zyskuje dostęp do jakiegoś innego wymiaru. A może ma ochotę przeciwstawić się i zakłócić oczywistość naśladowczego wizerunku?

Osoby, które praktycznie — na przykład przez malowanie lub rysowanie — zetknęły się z tak zwaną pracą studyjną z pewnością doświadczyły szczególnego stanu pogłębionej obserwacji, która umożliwia niespotykaną intensywność „oglądu świata”. Nawet wielogodzinne wpatrywanie się w obserwowany przedmiot nie umożliwi tak głębokiej i detalicznej analizy, która wiąże się z procesem przekładania wizualnej obserwacji na język sztuki. Malarstwo na przestrzeni wieków często dążyło do mimetycznej doskonałości i choć jakość perfekcyjnego odwzorowania współcześnie straciła siłę oddziaływania przez powszechną, wręcz natarczywą obecność fotograficznego obrazu, to jednak w malarstwie wciąż potrafi intrygować i przyciągać uwagę. Współcześni malarze chętnie wracają do tej konwencji czego najlepszym dowodem może być pozycja takich artystów jak Chuck Close, Eric Fischl, czy Gerhard Richter — oczywiście w swojej „realistycznej” odsłonie.

Paradygmat współczesnego odbiorcy z oczywistych powodów jest odmienny od jego historycznych poprzedników, zmieniły się realia i konwencje, jednak urok malarskiego odwzorowania wciąż zachwyca. Obrazy dawnych mistrzów (Pieter Cleasz, Willem Cleaszoon Heda, Johannes Vermeer) wciąż kuszą swoim wdziękiem i perfekcją. Tęsknota za doskonałym, iluzjonistycznym odwzorowaniem powołała do życia hiperrealizm ze wszystkimi jego odmianami, a artyści współcześni, jakby na przekór technologicznym możliwościom wciąż próbują udowodnić, że ręka malarza jest wiarygodniejszym narzędziem niż fotograficzna klisza (Mauro David, Tjalf Sparnnaay, Gottfried Helnwein, Simon Hennessey i wielu, wielu innych).

Mam wrażenie, że Kornelia nie bierze udziału w tym wyścigu, nie próbuje być mistrzem iluzji. W mojej ocenie ma potrzebę własnej obecności w swoim malarstwie, chce zaakcentować swój temperament i osobowość, zaznaczyć osobisty stosunek do obserwowanego świata i znaleźć własne środki do jego wyrażenia. Studia artystyczne to okres nauki ale może przede wszystkim to czas doświadczania. Mam nadzieję, że dla Kornelii Kiper malarstwo będzie w tym procesie zajmować istotne miejsce, że w chaosie spraw różnych znajdzie czas na malarską refleksję nad światem i nad sobą — mówią, że autor portretuje się w każdym obrazie niezależnie od wybranego tematu.

prof. Łukasz Konieczko